Tak nazywa się impreza, którą pomagamy organizować Oddziałowi PTTK Pol - Survival w Rzeszowie. Impreza organizowana jest co roku od 24 lat. Ich uczestnicy podróżowali w różne "rejony świata" np. do Pilzna, Rzymu, Ukrainę, Wenecji czy nad Nil (kilka lat temu). W tym roku uczestnicy idą z dwóch stron zielonym szlakiem turystycznym prowadzącym przez Kolbuszową. Spotykamy się na skansenie w sobotę 9 kwietnia około 13.30. Wtedy powinny dotrzeć tam wszystkie grupy, głównie dzieci i młodzież ze szkół rzeszowskich.
Swoją grupę będzie mieć też kolbuszowska "Salamandra", a poprowadzi ją Paweł Michno. Trasa będzie biec od kolbuszowskiego rynku przez ul. Krakowską, dalej Nową Wieś, Lipny Bór, Zapole do Huty Przedborskiej - tu źródła Nilu. Stąd przez Domatków i Brzezówkę docieramy do skansenu, gdzie będzie grill i zakończenie imprezy. W naszej grupie udział może wziąć każdy chętny. Trasa będzie miała maksymalnie 15 km.
Ciekawostką całej imprezy będzie rozpoczęcie sezonu kajakowego, które będzie miało miejsce przy moście na rzece Nil przy ul. Parkowej (koło ogródka jordanowskiego). Kajaki spłyną rzeką do jej ujścia.
Szczegóły na Facebooku
Zapraszamy do bliższego poznania pięknych okolic naszego miasteczka. Na prawdę warto!
niedziela, 3 kwietnia 2016
piątek, 25 marca 2016
Polskie kalwarie
Dziś większość z nas bierze lub brała udział w drodze krzyżowej, ostatniej drodze Jezusa. Drodze po śmierć. Na pamiątkę tego wydarzenia zaczęto wędrować śladami Jezusa w Jerozolimie. W pewnym momencie dziejów pielgrzymowanie do miejsc świętych zostało utrudnione - rozpoczęło się średniowiecze, a wraz z nim dominacja muzułmanów i wojny krzyżowe o prawo do opieki nad miejscami świętymi.
To wszystko spowodowało, że od XV wieku zaczęto w Europie budować kalwarie. Miejsca, które miały przypominać swym położeniem głównie Jerozolimę. Były to zespoły kaplic. Ich liczba była różna: od kilku, do nawet kilkudziesięciu.
W Polsce pierwsza kalwaria (słowo łacińskie odpowiednie dla hebrajskiego "golgota" - czaszka) powstała w dobrach Mikołaja Zebrzydowskiego w okolicach Wadowic na początku XVII w. Ta kalwaria jest też najbardziej znaną w świecie z wszystkich na ziemiach polskich. Znalazło to odbicie w wpisaniu jej na listę światowego dziedzictwa UNESCO, jako obiekt unikatowy i niezwykle cenny.
Wszystkiego co najlepsze...Pogodnych i spokojnych świąt Zmartwychwstania Pańskiego
To wszystko spowodowało, że od XV wieku zaczęto w Europie budować kalwarie. Miejsca, które miały przypominać swym położeniem głównie Jerozolimę. Były to zespoły kaplic. Ich liczba była różna: od kilku, do nawet kilkudziesięciu.
W Polsce pierwsza kalwaria (słowo łacińskie odpowiednie dla hebrajskiego "golgota" - czaszka) powstała w dobrach Mikołaja Zebrzydowskiego w okolicach Wadowic na początku XVII w. Ta kalwaria jest też najbardziej znaną w świecie z wszystkich na ziemiach polskich. Znalazło to odbicie w wpisaniu jej na listę światowego dziedzictwa UNESCO, jako obiekt unikatowy i niezwykle cenny.
Co roku w Kalwarii Zebrzydowskiej (tutaj do obejrzenia wirtualna wycieczka) i wielu innych w Polsce mają miejsce widowiskowe misteria męki pańskiej.
Warto jednak zobaczyć inne kalwarie. Najbliższą nam i znaną jest Kalwaria Pacławska na południe od Przemyśla. Inne ciekawe w Polsce to: Góra Kalwaria, Góra Św. Anny, Pakość, Wejherowo, Wambierzyce. Warto te miejsca odwiedzać nie tylko przy okazji Wielkiego Piątku, ale i w przez cały rok.
Wszystkiego co najlepsze...Pogodnych i spokojnych świąt Zmartwychwstania Pańskiego
czwartek, 24 marca 2016
O krzyżu na Tarnicy
Odkąd pamiętam zawsze tam stał. Zresztą moja pamięć sięga zaledwie początku lat 90 tych, kiedy po raz pierwszy zacząłem jeździć w Bieszczady. I kojarzy mi się z tymi górami . Lubiłem tam zawsze wracać. Do czasu, aż dyrekcja Bieszczadzkiego Parku Narodowego wpadła na pomysł poprowadzenia na Tarnicę (z każdej strony) dziwnych schodów. Ale nie o tym dziś...
Dziś o krzyżu, bo jutro kolejna już wielkopiątkowa droga krzyżowa na najwyższy szczyt Bieszczadów. Byłem kilka razy na tych drogach, ale wielość i różnorodność tłumu mnie przeraża. A sam szczyt jest za ciasny dla tych tysięcy osób, które tam jutro od rana będą wchodziły. Zresztą z "Salamandrą" w Wielkim Poście byliśmy w 2014 roku. Wtedy pojechało prawie 130 osób z nami.
Tutaj historia krzyża opowiedziana ustami naszego przyjaciela, Zygmunta "Pigmeja" Solarskiego. Opowieść ciekawa i barwna o czasach, w których krzyż był tematem tabu. Zresztą takie czasy znów nadchodzą...o krzyżu kryminalnie
Szykuje się piękna pogoda dla pielgrzymów udających się na Tarnicę jutro. I piękne widoki!
Dziś o krzyżu, bo jutro kolejna już wielkopiątkowa droga krzyżowa na najwyższy szczyt Bieszczadów. Byłem kilka razy na tych drogach, ale wielość i różnorodność tłumu mnie przeraża. A sam szczyt jest za ciasny dla tych tysięcy osób, które tam jutro od rana będą wchodziły. Zresztą z "Salamandrą" w Wielkim Poście byliśmy w 2014 roku. Wtedy pojechało prawie 130 osób z nami.
Tutaj historia krzyża opowiedziana ustami naszego przyjaciela, Zygmunta "Pigmeja" Solarskiego. Opowieść ciekawa i barwna o czasach, w których krzyż był tematem tabu. Zresztą takie czasy znów nadchodzą...o krzyżu kryminalnie
Szykuje się piękna pogoda dla pielgrzymów udających się na Tarnicę jutro. I piękne widoki!
wtorek, 22 marca 2016
Po Drodze (Nocnej)
Wielki Post jest okresem, w którym możemy zatrzymać się nieco w życiu i zastanowić nad jego rzeczywistością. Mamy ku temu wiele okazji przez te 40 dni. Jedną z nich jest Nocna Droga Krzyżowa, zwana kiedyś przez nas Ekstremalną Drogą Krzyżową (powód rezygnacji z tego tytułu jest zbyt długi do opisania, ale może czas najwyższy promować swoją markę).
W tym roku Droga zorganizowana została po raz trzeci przy parafii kolegiackiej p.w. Wszystkich Świętych. Głównym motorem napędowym był jak co roku ks. Krzysztof Rusznica. Po przygotowaniach (w których też brałem udział) czas było wyruszyć w Drogę. A ta nie była łatwa...noc, 40 km, niepewna pogoda. Wyszło na trasę 104 osoby. Podobno 90 doszło do celu.
W końcu wyszliśmy. Po mszy świętej, która zwykle poprzedza Kolbuszowską Nocną Drogę Krzyżową, o godzinie 21.00 wyszła ostatnia, nasza grupa. Trasa biegła wzdłuż zielonego szlaku turystycznego biegnącego przez Kolbuszową w stronę Weryni i dalej przez Zembrzę, Przewrotne, do Boru Głogowskiego (tam szlak się kończy). W lesie głogowskim najbardziej błotnisty odcinek, który zeszłymi dwoma laty dawał się we znaki uczestnikom, został wyprostowany i wyszliśmy centralnie na przeciw lotniska w Jasionce. Dalej trasa biegła wiaduktem nad autostradą i przez Zaczernie do drogi nr 9 w Miłocinie (na przeciw salonu fiata). Ostatnia prosta ul. Warszawską i na pierwszych światłach w lewo w ul. Staromiejską. Stąd już blisko do mety, kościoła św. Józefa.
Szło mi się dobrze (to była chyba najlżejsza droga z wszystkich trzech), błota niewiele, dość ciepło w pierwszej fazie marszu, później już nie tak bardzo, a w Rzeszowie to już zimno bardzo było i dokuczliwy wiatr. Ale nie było prawie wcale opadów i atmosfera ciszy pozwalała na odreagowanie wszystkich wcześniejszych dni, miesięcy.
Do końca Drogi doszliśmy po 5.30. Zmęczeni - ja ostatnie kilometry od Miłocina szedłem zygzakiem, zasypiając idąc). Ale warto było. Tylko zastanawiałem się wracając do domu, co mnie będzie bolało na następny dzień. I co? i nic! Zupełnie nic!
W tym roku Droga zorganizowana została po raz trzeci przy parafii kolegiackiej p.w. Wszystkich Świętych. Głównym motorem napędowym był jak co roku ks. Krzysztof Rusznica. Po przygotowaniach (w których też brałem udział) czas było wyruszyć w Drogę. A ta nie była łatwa...noc, 40 km, niepewna pogoda. Wyszło na trasę 104 osoby. Podobno 90 doszło do celu.
W końcu wyszliśmy. Po mszy świętej, która zwykle poprzedza Kolbuszowską Nocną Drogę Krzyżową, o godzinie 21.00 wyszła ostatnia, nasza grupa. Trasa biegła wzdłuż zielonego szlaku turystycznego biegnącego przez Kolbuszową w stronę Weryni i dalej przez Zembrzę, Przewrotne, do Boru Głogowskiego (tam szlak się kończy). W lesie głogowskim najbardziej błotnisty odcinek, który zeszłymi dwoma laty dawał się we znaki uczestnikom, został wyprostowany i wyszliśmy centralnie na przeciw lotniska w Jasionce. Dalej trasa biegła wiaduktem nad autostradą i przez Zaczernie do drogi nr 9 w Miłocinie (na przeciw salonu fiata). Ostatnia prosta ul. Warszawską i na pierwszych światłach w lewo w ul. Staromiejską. Stąd już blisko do mety, kościoła św. Józefa.
Szło mi się dobrze (to była chyba najlżejsza droga z wszystkich trzech), błota niewiele, dość ciepło w pierwszej fazie marszu, później już nie tak bardzo, a w Rzeszowie to już zimno bardzo było i dokuczliwy wiatr. Ale nie było prawie wcale opadów i atmosfera ciszy pozwalała na odreagowanie wszystkich wcześniejszych dni, miesięcy.
Do końca Drogi doszliśmy po 5.30. Zmęczeni - ja ostatnie kilometry od Miłocina szedłem zygzakiem, zasypiając idąc). Ale warto było. Tylko zastanawiałem się wracając do domu, co mnie będzie bolało na następny dzień. I co? i nic! Zupełnie nic!
poniedziałek, 14 marca 2016
Rozdano Kolosy
Za rok 2015.
Osiągnięć było sporo i to w każdej dziedzinie. Mnie najbardziej przypadł do gustu wyczyn roku Dawida Andresa i Huberta Kisińskiego za "wyprawę rowerami po Amazonce". Trudno mi sobie to wyobrazić, gdyż nie widziałem prezentacji, ale musiało to być ciekawe doświadczenie zważywszy, że Amazonka jest największą rzeką świata.
W tej samej kategorii wyróżnienie zdobył Bartek Malinowski i Joanna Lipowczan za przejście Wielkim Szlakiem Himalajskim. Bartek gościł w Kolbuszowej na zaproszenie Stowarzyszenia Kuźnia wiele lat temu.
Tu cała lista laureatów najnowszej edycji Kolosów.
Polecam też profil Kolosów na facebooku
Kiedy patrzę na listy laureatów z lat poprzednich widzę kilka znajomych twarzy, które odwiedzały już nasze miasto: Piotr Pustelnik, Aleksander Doba czy wspomniany Bartek Malinowski.
Niedługo w Kolbuszowej kolejni laureaci Kolosów. Kto? Już niedługo...
Osiągnięć było sporo i to w każdej dziedzinie. Mnie najbardziej przypadł do gustu wyczyn roku Dawida Andresa i Huberta Kisińskiego za "wyprawę rowerami po Amazonce". Trudno mi sobie to wyobrazić, gdyż nie widziałem prezentacji, ale musiało to być ciekawe doświadczenie zważywszy, że Amazonka jest największą rzeką świata.
W tej samej kategorii wyróżnienie zdobył Bartek Malinowski i Joanna Lipowczan za przejście Wielkim Szlakiem Himalajskim. Bartek gościł w Kolbuszowej na zaproszenie Stowarzyszenia Kuźnia wiele lat temu.
Tu cała lista laureatów najnowszej edycji Kolosów.
Polecam też profil Kolosów na facebooku
Kiedy patrzę na listy laureatów z lat poprzednich widzę kilka znajomych twarzy, które odwiedzały już nasze miasto: Piotr Pustelnik, Aleksander Doba czy wspomniany Bartek Malinowski.
Niedługo w Kolbuszowej kolejni laureaci Kolosów. Kto? Już niedługo...
niedziela, 13 marca 2016
Po drodze...
Tradycji stało się zadość...Po raz siódmy Kolbuszowski Klub Turystyczny "Salamandra" zorganizował Turystyczną Drogę Krzyżową. O jej klubowej historii tej inicjatywy pisałem już wcześniej. Dziś pora na krótką relację z tegorocznej Drogi.
W tym roku postanowiliśmy wyjść z Drogą na Mogielicę, najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego (1170 m.). Wyjechaliśmy z Kolbuszowej o 6.40, by na miejscu startu w Jurkowie być przed 10. Po przygotowaniu ruszyliśmy pod górę niebieskim szlakiem. Pogoda jak zwykle jesienno - zimowa. Im wyżej tym więcej błota, zmieniającego się najpierw w śladowe, a powyżej 850 m. nawet spore ilości śniegu. Po drodze rozważaliśmy stacje Męki Pańskiej, którą poprowadził jak co roku ks. Grzegorz Złotek. Stacje w drodze na Mogielicę są w postaci kapliczek wiszących na drzewach. Najtrudniejsza dla uczestników była ostatnia część podejścia pod szczyt z powodu śniegu, który miejscami był zlodowaciały i powodował liczne poślizgi i uślizgi.
W końcu dotarliśmy na górę! Mgła była coraz gęstsza, a i temperatura jakby poniżej zera. To połączenie tworzyło na drzewach malownicze igiełki. No i jak zwykle brak było widoków. Po krótkim odpoczynku przy krzyżu papieskim rozpoczęliśmy zejście ze szczytu. Jedni szybciej, drudzy nieco wolniej zielonym szlakiem ześlizgnęliśmy się do przełęczy Edwarda Rydza - Śmigłego. Po odpoczynku ruszyliśmy w kierunku Limanowej, gdzie w bazylice Matki Bożej Bolesnej wzięliśmy udział w mszy świętej. Po 18 wyruszyliśmy w drogę powrotną do Kolbuszowej i Rzeszowa.
Tutaj zdjęcia Ani Buczek naszej klubowiczki
Dziękuję wszystkim za udział. Z Kolbuszowej pojechało 39 osób, z Rzeszowa 42.
Za rok następna turystyczna droga krzyżowa.
W tym roku postanowiliśmy wyjść z Drogą na Mogielicę, najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego (1170 m.). Wyjechaliśmy z Kolbuszowej o 6.40, by na miejscu startu w Jurkowie być przed 10. Po przygotowaniu ruszyliśmy pod górę niebieskim szlakiem. Pogoda jak zwykle jesienno - zimowa. Im wyżej tym więcej błota, zmieniającego się najpierw w śladowe, a powyżej 850 m. nawet spore ilości śniegu. Po drodze rozważaliśmy stacje Męki Pańskiej, którą poprowadził jak co roku ks. Grzegorz Złotek. Stacje w drodze na Mogielicę są w postaci kapliczek wiszących na drzewach. Najtrudniejsza dla uczestników była ostatnia część podejścia pod szczyt z powodu śniegu, który miejscami był zlodowaciały i powodował liczne poślizgi i uślizgi.
W końcu dotarliśmy na górę! Mgła była coraz gęstsza, a i temperatura jakby poniżej zera. To połączenie tworzyło na drzewach malownicze igiełki. No i jak zwykle brak było widoków. Po krótkim odpoczynku przy krzyżu papieskim rozpoczęliśmy zejście ze szczytu. Jedni szybciej, drudzy nieco wolniej zielonym szlakiem ześlizgnęliśmy się do przełęczy Edwarda Rydza - Śmigłego. Po odpoczynku ruszyliśmy w kierunku Limanowej, gdzie w bazylice Matki Bożej Bolesnej wzięliśmy udział w mszy świętej. Po 18 wyruszyliśmy w drogę powrotną do Kolbuszowej i Rzeszowa.
Tutaj zdjęcia Ani Buczek naszej klubowiczki
Dziękuję wszystkim za udział. Z Kolbuszowej pojechało 39 osób, z Rzeszowa 42.
Za rok następna turystyczna droga krzyżowa.
czwartek, 10 marca 2016
Kolejne Kolosy
Chciałbym zwrócić uwagę na kolejną imprezę turystyczną. Niestety daleko od nas, bo aż w Gdyni.
Po raz XVIII nad polskim morzem odbędą się Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Alpinistów i Żeglarzy KOLOSY 2015. Wprawdzie impreza będzie miała miejsce w dniach 11-13 marca 2016, roku, ale nagrody Kolosów będą przyznawane za rok 2015.
Nagroda Kolosa jest bardzo prestiżowa w kręgach podróżniczych. Najważniejszą z nich jest Super Kolos. Sama impreza urosła do rangi najważniejszej i najbardziej rozpoznawalnej imprezy podróżniczej.
Polecam przeglądnąć program Kolosów Oj będzie ciekawie. I tylko znowu nie mogę tam być...znów za daleko
Po weekendzie postaram się coś o nich napisać. Jestem ciekaw kto w tym roku otrzyma Kolosy.
Po raz XVIII nad polskim morzem odbędą się Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Alpinistów i Żeglarzy KOLOSY 2015. Wprawdzie impreza będzie miała miejsce w dniach 11-13 marca 2016, roku, ale nagrody Kolosów będą przyznawane za rok 2015.
Nagroda Kolosa jest bardzo prestiżowa w kręgach podróżniczych. Najważniejszą z nich jest Super Kolos. Sama impreza urosła do rangi najważniejszej i najbardziej rozpoznawalnej imprezy podróżniczej.
Polecam przeglądnąć program Kolosów Oj będzie ciekawie. I tylko znowu nie mogę tam być...znów za daleko
Po weekendzie postaram się coś o nich napisać. Jestem ciekaw kto w tym roku otrzyma Kolosy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





